Na wstepie pragne zaznaczyc, ze korzystam wylacznie z dosyc zwiezlych materialow, ktore mozna bylo przeczytac w prasie lub znalezc w sieci, wiec moga byc one niepelne.

Z analizy informacji ktore przekazaly rodziny sp. pan: Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej - Przyjakowskiej zdaje sie wynikac, ze rzeczywiscie oba ciala mogly zostac mylnie rozpoznane w trakcie identyfikacji. Odkladajac na bok sprawe numerkow cial, ktore mogly odpasc lub zwyczajnie zostac zamienione, z relacji obu rodzin wynika, iz cialo rozpoznane pierwotnie jako cialo sp. Anny Walentynowicz bylo doskonale zachowane, "pograzone jakby we snie", podczas gdy cialo p. Teresy Walewskiej mialo powazne uszkodzenia, zwlaszcza czesci twarzowej, ktore uniemozliwialy jej bezdyskusyjna identyfikacje.

Z krotkich relacji dotyczacych szczegolow ekshumacji dokonanych ostatnio (swiezo po lekturze ostatniego UwazamRze) wynika, ze cialo wydobyte z grobu z Powazek, ktore okazalo sie byc cialem sp. Anny Walentynowicz mialo rozlegle uszkodzenia glowy, podczas gdy cialo z Gdanska mialo byc ciagle bardzo dobrze zachowane.

W swoich wypowiedziach rodzina sp. Teresy Walewskiej-Przyjakowskiej zaznacza jednak (a nie ma powodu nie wierzyc tej relacji), ze ze wzgledu na swoje watpliwosci, dotyczace identyfikacji jednego z pokazanych im cial, opartej na rozpoznaniu charakterystycznego schorzenia stop, poprosili pania minister Ewe Kopacz (lub dr Ewe, w zaleznosci od interpretacji charakteru jej obecnosci w Moskwie) o dodatkowe badania genetyczne. Wg tejze relacji, nastepnego dnia rano uzyskali zapewnienie pani minister, ze badania zostaly wykonane i potwierdzily wczesniejsza identyfikacje. Do dlugiej listy pytan do pani minister Kopacz mozna wiec dodac kolejne: Czy taka, falszywa informacje uzyskala od strony rosyjskiej, czy tez moze, kierujac sie dobrem poszkodowanych sama wprowadzila ich w blad, przyczyniajac sie w ten sposob do pomylki?